NOWY ROK… nowe nadzieje…

W minionym 2020 roku nie udało nam się wyjechać na więcej niż 3 dni ciągiem i cały czas bardzo nad ty ubolewam. Myślę, że w czasach “koronawirusowych” zdecydowanie łatwiej tym, którzy podróżują na spontanie… my niestety należymy do tej drugiej grupy, lubimy mieć wszystko zaplanowane, noclegi porezerwowane. Poniekąd te wcześniejsze plany wymusza na nas praca. Prowadzimy działalność, której główny sezon przypada właśnie na lato i nie za bardzo mamy możliwość zrobienia sobie dłuższego niezaplanowanego urlopu…

Zresztą etap planowania kręci mnie tak samo jak już sam wyjazd, w zeszłym roku pomysł był, ale potem pojawił się ten cholerny wirus i… zaczęliśmy wszystko przekładać, czekać, bo nie wiadomo czy będzie można jechać, bo kwarantanna po powrocie (prowadząc własną działalność woleliśmy sami się w nią nie pakować) i tak zleciało… skończyło się na paru wyjazdach “weekendowych”.

Od listopada krążą nam po głowie wyjazdowe plany na (wtedy przyszły), ale teraz już bieżący rok. Ciekawe czy się uda je zrealizować? Na pewno nie popełnimy ubiegłorocznego błędu, a mianowicie brak zaplanowanej przerwy urlopowej z nadzieją, że jakoś to będzie. Najwyżej zmienimy w ostatniej chwili kierunek wyjazdu, ale gdzieś pojedziemy…

Po 2020 czuję ogromny niedosyt nie tylko motocyklowy, ale w ogóle wyjazdowy… Patrząc na to co się obecnie dzieje w Polsce i Europie boję się jaki będzie 2021… nie wiem, czy jest szansa na “normalność”, czy mam jeszcze siłę wierzyć w prawdziwą wolność i otwarte granice?

Wiem, wiem… niektórzy powiedzą, że trzeba po prostu robić swoje, ale nie da się ukryć, że moje poczucie wolności jako człowieka zostało w ostatnim czasie poważnie zachwiane… i do tego pogoda na zewnątrz, brak słońca… można wpaść w depresję!, ale na szczęście jeszcze nie jest ze mną aż tak źle… (na razie najbardziej boleję nad faktem, że nie możemy jechać na narty!). A jak Wy znosicie obecną sytuację? Planujecie mimo wszystko jakieś wyjazdy?

Dla ogrzania zimowej aury letnia fotka…

2 myśli w temacie “NOWY ROK… nowe nadzieje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *