Łeba

Kolejny weekend motocyklowy 04-05 września… tym razem kierunek północny. Oczywiście po uprzednim sprawdzeniu prognozy pogody zdecydowaliśmy, że będzie ok, jako cel wybraliśmy nadmorską Łebę. Wyjeżdżając z domu było słonecznie i ciepło, ale gdzieś w połowie drogi niebo pokryło się chmurami i nie pozwalało już się przebić ciepłym wrześniowym promykom słońca… im dalej jechaliśmy tym było “ciemniej” i chłodniej! Z niedowierzaniem patrzyliśmy jak temperatura powietrza spada (było 14 stopni), a w okolicach Bytowa dołączyły jeszcze opady deszczu. Kiedy na stacji benzynowej usłyszeliśmy słowa: “W taką pogodę na motocyklu? szacun!” , przez chwilę przeszło mi przez głowę, że źle wybraliśmy ten weekendowy kierunek. Na dodatek, żeby nie było zbyt pięknie… (wydawałoby się, że psująca się pogoda wystarczy😅) panowie policjanci ze skrzętnie ukrytego za ogrodzeniem i drzewami radiowozu “strzelili” do nas z radaru i… 200,00 i 4 pkt!!! Na szczęście, jak jedziemy razem to ukarany jest tylko pierwszy kierowca. U nas niestety zawsze bierze to na siebie Krzysiu. Śmiejemy się, że jak będzie już tych punktów za dużo to będziemy musieli się zamienić (oby nie!, bo już się przyzwyczaiłam i bardzo dobrze mi się jeździ jako drugi motocykl, bez konieczności kontrolowania nawigacji) Jadąc dalej w jesiennej aurze i z podwyższonym kosztem wyjazdu w formie otrzymanego mandatu kierowaliśmy się w stronę światła… tak, tak, naprawdę w oddali cały czas widzieliśmy na niebie granicę kończącą ciemne chmury i mieliśmy nadzieję, że w końcu przegonimy ciemne niebo i nastanie jasność. Nasze nadzieje się ziściły i na miejscu w Łebie przywitało nas słoneczko!

Łeba – miejscowość z portem morskim, położona w województwie pomorskim, powiecie lęborskim, na Wybrzeżu Słowińskim nad rzekami Łebą i Chełstem. Na zachód od miasta rozciąga się Słowiński Park Narodowy z ruchomymi wydmami i jeziorami Łebsko i Gardno, a na wschodzie leży jezioro Sarbsko i rezerwat przyrody Mierzeja Sarbska. Samo miasteczko nawet mi się spodobało, chyba w dużej mierze przyczyną tego było, że nie widziało się już na ulicach “dzikich tłumów”, a spacer na plażę wzdłuż rzeki i promenady był bardzo przyjemny. Łeba generalnie oferuje wiele spacerowych miejsc i przyjeżdżając tam niekoniecznie w wysokim sezonie można się naprawdę fajnie zrelaksować.

Podczas spaceru po plaży zainteresował mnie budynek położony na nadmorskiej skarpie… zrobiłam fotkę i postanowiłam poszperać komu udało się to wybudować w takim miejscu. Okazało się ,że jest to najbardziej rozpoznawalny budynek w mieście, tzw Zamek Neptun i wiąże się z nim ciekawa historia, bliskość morza powoduje, że jest szczególnie urokliwy. Oddany do użytku został w 1907r nazywany wtedy “Kurhaus” (Dom Kuracyjny), a jego pierwszym właścicielem był baron von Massow. 9-11 stycznia 1914 roku sztorm o niezwykłej sile (nazwany „Niedźwiedzią Falą”) spowodował poważne naruszenie skarpy wydmy i powstało zagrożenie, że budynek obsunie się. Z tego powodu właściciel zdecydował się na sprzedaż na drugi dzień po sztormie za niezwykle niską cenę. Nowy właściciel – pan Maximilian Nitschke był człowiekiem majętnym i wpływowym. Zadbał o wysadzenie ogromnej ilości drzew wokół budynku. Dzięki temu nie stoi on dzisiaj na nagiej skarpie, lecz w pięknej sosnowej zieleni. Każdego roku na wiosnę zatrudniał kilkaset ludzi, którzy przy pomocy łopat dokonywali ręcznie refulacji plaży (poszerzali ją). Do „Kurhausu” przyjeżdżali ludzie z wysokich sfer niemieckich, których zapraszali Państwo Nitschke. Znajomość ta zaowocowała zbudowaniem na plaży przed budynkiem solidnej zapory betonowej, której już nie ruszyły żadne sztormy. Budynek stał się bezpieczny. Po wojnie właścicielem zostało miasto Łeba i oddało budynek w dzierżawę dla FWP – Funduszu Wczasów Pracowniczych. Po 45-latach eksploatacji bez jakichkolwiek remontów zniszczony obiekt został sprzedany prywatnym właścicielom, którzy powoli doprowadzają go do dawnej świetności. https://zamekleba.pl/

Nocleg mieliśmy zarezerwowany w willi PLAZA http://willaplaza.eu/, jednym z głównych kryteriów był oczywiście zamykany i bezpieczny parking dla motocykli, ale okazało się, że dla nas warunki też były świetne. Bardzo ładne, czyste wnętrza, pyszne i urozmaicone śniadanko, przemiła obsługa. Serdecznie polecamy Wam tą miejscówkę. Jeżeli chodzi o lokale gastronomiczne, wracając z plaży gdzie oczywiście trochę nas przewiało (jak to nad Bałtykiem), weszliśmy na grzane wino do restauracji STRATOS https://www.stratosleba.pl/, mieliśmy się rozgrzać i iść dalej, ale… obsługa i lokal tak nam podpasowali, że zostaliśmy na drinka i kolację. Pyszne jedzenie, przemiła obsługa… nie wątpię, że w Łebie jest wiele innych świetnych i “smacznych” miejsc, ale my z czystym sumieniem możemy polecić tą sprawdzoną i prowadzoną całorocznie miejscówkę.

W niedzielę po smacznym śniadanku serwowanym w naszej willi udaliśmy się na dłuuugi spacer… i w trasę w kierunku do domu. W drodze powrotnej pomiędzy Lęborkiem a Bytowem wjechaliśmy do Oskowa zobaczyć największego na świecie Konia Trojańskiego. Jest to replika będąca jednocześnie wieżą widokową. Powstał w 2012 roku i rok później został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa jako największa tego typu budowla na świecie. Ma 16,35 m wysokości, 15,60 m długości, 6,25 m szerokości i waży 5 ton. Na wysokości ok. 12,4 metra znajduje się platforma widokowa wbudowana w grzbiet konia. Cała konstrukcja pochłonęła ponad 50 metrów sześciennych drzewa modrzewiowego i świerkowego oraz ponad 900 kg metalowych łączników i śrub. Koń trojański znajduje się na terenie Faktorii Rzymskiej, gdzie turyści mogą zapoznać się z wyposażeniem i umundurowaniem dawnego legionisty. Jadąc nad morze lub wracając warto odwiedzić to miejsce stanowiące nie lada atrakcję nie tylko dla dzieci… https://www.facebook.com/Ko%C5%84-Troja%C5%84ski-474236912672948/

Pogoda w drodze powrotnej była wyśmienita, obyło się też na szczęście bez bliskich spotkań z władzą. Ci, którzy są ze mną dłużej i czytali wcześniejsze wpisy wiedzą, że generalnie nie przepadamy za Bałtykiem i polskimi nadmorskimi miejscowościami, ale zaryzykowaliśmy wyjazd biorąc pod uwagę że już było po sezonie i… to tylko weekend. Nie żałujemy, a sama Łeba zostanie u nas wpisana na listę miejscowości, do której spokojnie można jeszcze kiedyś wrócić…

LwG