Majorka…

Majorka – hiszpańska wyspa, największa w archipelagu Balearów. Byłam jej bardzo ciekawa i muszę powiedzieć, że spodobała mi się. Na pewno też tak macie, że po wyjeździe z jakiegoś miejsca chcecie do niego wrócić albo wręcz przeciwnie… „byłam, cieszę się że zobaczyłam, ale raczej już tu nie wrócę” (życie już mnie nauczyło, że „NIGDY nie mów nigdy”, stąd to „raczej”?) Majorka to jedno z tych miejsc, do których NA PEWNO chciałabym jeszcze wrócić.

Nie będzie to relacja z wyjazdu, nie będę Wam opisywać co robiliśmy dzień po dniu – tak jak w moich motocyklowych relacjach… chciałabym tylko pokazać piękno i niektóre atrakcje wyspy i zachęcić Was do jej odwiedzenia, a jeżeli będziecie mieli możliwość do objechania jej motocyklem (mam nadzieję też to kiedyś zrobić).

Zacznę od miejsca, do którego prowadzi jedna z najbardziej malowniczych i krętych dróg na Majorce. Sa Calobra – to miejscowość położona w północno-zachodniej części wyspy, kiedyś była to zwykła wioska rybacka, do której dotrzeć można było tylko drogą morską, ale od kiedy została wybudowana słynna droga, stała się jedną z największych atrakcji turystycznych Majorki. Prowadzi do niej tzw „Droga Węża” (culebra znaczy wąż), kręta droga z niesamowitymi widokami kończy się praktycznie na samym wybrzeżu, nie pozostaje wtedy nic innego jak zostawić auto (albo motocykl ?) na jednym z parkingów i ruszyć pieszo nadmorską promenadą w kierunku miasteczka i dalej do wąwozu Torrent de Pareis. Z portu do wąwozu przechodzi się wąskim skalnym tunelem z zamontowanymi podświetleniami, stanowi to oczywiście nie lada atrakcję (tzw „Wrota raju”). Po wyjściu naszym oczom ukazuje się piękny widok na koryto rzeki, wznoszące się skały i urokliwą małą żwirową plażę.

Soller – miasto położone w północno zachodniej części wyspy w tzw. Dolinie Pomarańczy, a kilkanaście km dalej na wybrzeżu znajdziemy port o tej samej nazwie – Port de Soller. Nietrudno się domyślić nazwa doliny wzięła się od uprawianych drzew pomarańczy. Podobno niektóre z nich zostały zasadzone jeszcze przez muzułmanów i rosną tutaj już od X wieku! Wyróżniają się charakterystycznym dla siebie, wyjątkowym smakiem i zapewniam Was, że coś w tym jest. Koniecznie trzeba spróbować na miejscu tych owoców, my zaopatrzyliśmy się również w przepyszny, zjedzony ze smakiem dopiero w domu po powrocie dżem pomarańczowy (miejscowy wyrób z małego sklepiku, a nie z marketu!), a tamtejsze lody pomarańczowe… „niebo w gębie”. Z Soller nad morze dojechać można atrakcją turystyczną, a mianowicie pomarańczowym tramwajem El Tranvia de Sóller. Chyba każdy kto tutaj był ma wśród swoich pamiątek fotkę właśnie z pomarańczowym tramwajem i wcale mnie to nie dziwi… mam i ja?

Fornalutx – niewielkie górskie miasteczko położone niedaleko Soller, moim zdaniem najpiękniejsze i najbardziej urokliwe na wyspie (niektórzy twierdzą, że nawet w całej Hiszpanii). Jest jednym z najlepiej zachowanych miejsc na Majorce, pierwotnie wioska była podobno arabskim gospodarstwem rolnym, a jego historia sięga 1000 lat wstecz.. Potem zaczęła się rozwijać i dobudowywano kolejne kamienne domy, brukowano kolejne uliczki… Miejsce zostało już kilkakrotnie nagrodzone za jakość konserwacji. Niesamowity klimat tego „kamiennego miasta” powoduje, że spacer jest czystą przyjemnością.

Przylądek Formentor – kolejne zjawiskowe miejsce na liście do odwiedzenia na Majorce… Jest to najbardziej wysunięty na północ zakątek wyspy. Objeżdżając wyspę nie brakuje wspaniałych widoków, często wydaje się, że ten konkretny jest najpiękniejszy, ale po wjeździe na Formentor i tak „szczęka opada”… strzeliste klify, góry, kręte drogi i błękitne morze tworzą całość i nie pozwalają długo o sobie zapomnieć…

Valdemossa – niezwykle piękne i romantyczne miasteczko położone na malowniczym przedgórzu największego masywu górskiego wyspy, Sierra de Tramuntana. Polakom kojarzy się przede wszystkim z Chopinem i George Sand, którzy spędzili tutaj zimę 1838-1839. Mieszkańcy darzą Chopina dużym szacunkiem, o czym świadczy fakt, że od 1930 roku organizowany jest tutaj Międzynarodowy Festiwal Chopinowski.

Majorka ma oczywiście do zaoferowania dużo więcej niż punkty, które znajdziemy w przewodnikach. My trafiliśmy na super czas, bo pandemia spowodowała, że nie było wielu turystów, mimo wydawałoby się szczytu sezonu. Było to widać na każdym kroku zarówno w stolicy – Palma de Mallorca, jak i w mniejszych miejscowościach. Hotel, w którym byliśmy (Palia Maria Eugenia – polecamy!!!) położony jest w Callas de Mallorca, spokojnej, wschodniej części wyspy, na klifie z przepięknym widokiem na morze. Niesamowite tereny wokół hotelu zachęcały do spacerów, a wcale nie trzeba było odchodzić daleko, żeby znaleźć urocze plaże w malowniczych zatoczkach.

Mam nadzieję, że moje „zachwyty” i fotki sprawią, że również zapragniecie zobaczyć tą niezwykłą wyspę. Ja wrócę tam (mam nadzieję w niedalekiej przyszłości) na 100%…