06.04.2019

Wyruszyliśmy ok 10.00 … kierunek na zachód … pogoda super, humory wyśmienite, czego chcieć więcej? Na pierwszy punkt docelowy wyznaczyłam elektrownię wodną w Bledzewie, po drodze zatrzymaliśmy się tylko na kawce na stacji benzynowej,

a potem już prosto do pierwszego celu… Elektrownia wodna w Bledzewie – jest położona nad rzeką Obra w odległości około dwóch kilometrów od wsi, wybudowana w latach 1906 -1911. Obecnie funkcjonuje produkując energię elektryczną dla sieci ogólnej. Nie było tak łatwo ją znaleźć, najpierw pojechaliśmy drogą leśną w sumie w dobrym kierunku, ale niestety po dojechaniu na miejsce okazało się , że od elektrowni oddziela nas prywatny ośrodek oddzielony od niej płotem, więc … nawrotka i trzeba było poszukać drogi od drugiej strony … i tu było trochę lepiej – droga szutrowa, ale przynajmniej utwardzona (ta poprzednia droga leśna przyprawiała mnie miejscami o palpitacje serca, kiedy tylne koło robiło w piasku co chciało… , ale dałam radę zgodnie z zasadą “co nas nie zabije to nas wzmocni”, Krzysiu na Africe oczywiście przejechał bez problemu …). Elektrownia leży na terenie firmy ENEA, a właściwie na terenie ich ośrodka wypoczynkowego … trochę się zawiedliśmy, bo nie można było podjechać zbyt blisko. Ot, taka atrakcja za płotem …, ale słoneczko pięknie świeciło i okoliczności przyrody zrekompensowały nam ten niedosyt …

Potem ruszyliśmy w kierunku na Wiejce, naszym celem był tamtejszy pałac … do Skwierzyny było w sumie normalnie, ale dalej droga była brukowana (kilka kilometrów brukiem !!!), na miejscu już dowiedzieliśmy się, że nie jesteśmy pierwsi zdziwieni nawierzchnią, ale to bruk ZABYTKOWY ! i w zasadzie nie można z nim nic zrobić… Jeżeli chodzi o sam pałac … zbudowany ok 1860 roku, z czasem wieś przechodziła zmienne koleje losu, a pałac zmieniał właścicieli. W okresie międzywojennym obiekt kilkakrotnie był remontowany i modernizowany. Po 1945 roku majątek został przejęty w stanie niezniszczonym przez Skarb Państwa. W Pałacu początkowo mieściła się szkoła, a od lat 70-tych ośrodek kolonijny. Obecni właściciele dbają o to, aby fascynująca historia i spuścizna wielu rodów, które to miejsce wybrały za swój dom, nie zostały zapomniane i były dostępne dla ogółu. Opisując to miejsce można by w skrócie napisać : cisza, spokój, sielanka … tak je właśnie odebraliśmy. Spacer po ogrodzie pałacowym bardzo odpręża, a jeśli ktoś ma ochotę może pograć w olbrzymie szachy.

Można tam pysznie zjeść, jak najbardziej polecam – gulasz z dzika, który poleca szef kuchni był przepyszny (a piwko jakby co… alkohol free) …

Dalej kierowaliśmy się na dom, czyli na szczęście nie na Skwierzynę i BRUK !!! droga ze wsi Wiejce do Międzychodu nie była nadzwyczajna, ale … nie zrażajcie się naprawdę warto odwiedzić to miejsce. Proponowano nam nawet zwiedzanie pałacu, ale niestety nie skorzystaliśmy z powodu braku czasu, ale … to kolejny powód, dlaczego jeszcze tam na pewno kiedyś wrócimy …

Bardzo udany dzień ! pękło 300 km, kolejne poznane miejsca, a w nich mili, sympatyczni ludzie … no i nie mogę dzisiaj nie wspomnieć o ogromnej kulturze kierowców aut na drodze. Nie wiem, może to efekt tego, że wczoraj mieliśmy “dzień grzeczności za kierownicą”, ale mam nadzieję, że nie i tak będzie też na kolejnych wyjazdach. W każdym bądź razie kierowcy “puszek” (tak często krytykowani przez motocyklistów!) zjeżdżali na prawo, przepuszczali nas, a niektórzy wręcz kiwali .. DZIĘKUJEMY wszystkim kierowcom za przemiłą atmosferę na drodze …

Lwg