Jezioro Garda cz. II

Do hotelu Cristina w Limone sul Garda dotarliśmy w niedzielę 30 czerwca, jeżeli chodzi o miejscówkę był to nasz świadomy wybór, byliśmy już tam 3 lata temu, znaliśmy jego standard i przede wszystkim wspaniałe widoki na jezioro …

Jezioro Garda to największe i najczystsze jezioro we Włoszech położone pomiędzy Wenecją a Mediolanem i otoczone alpejskimi szczytami. Limone sul Garda natomiast to jedno z 20 miasteczek położonych dookoła jeziora, nazwa kojarzy się oczywiście z cytrynami, ale wbrew pozorom nie pochodzi od cytryny. Oficjalnie – nazwa Limone pochodzi od łacińskiego słowa Limen, które oznacza „granica”. Miasteczko leży na granicy Lombardii i Trentino, poza tym niegdyś przebiegała tutaj granica państwa habsburskiego. Oczywiście miejscowość słynie też z uprawy cytrusów i nawet miejscowi nie przeczą faktowi, iż to właśnie od cytryn pochodzi nazwa ich miasta. Jest to marketingowe podejście i pozwala im na sprzedawanie wszelkich przetworów i pamiątek związanych z cytrynami (jest to bardzo urocze i nikomu nie przeszkadza). W miasteczku znajduje się piękna starówka, jest też jedna z najpiękniejszych żwirowych plaż wokół Gardy i liczne połączenia promowe z innymi miejscowościami. Można też oczywiście skorzystać z różnego rodzaju wycieczek statkiem po jeziorze…

Hotel Cristina znajduje się na zboczu góry, dość wysoko, stąd piękne widoki, spokój … wszystkie pokoje klimatyzowane, dwa baseny, rano śniadanka …, a do tego duży podziemny garaż z miejscami dla motocykli … Do centrum trzeba dojść kawałek spacerkiem, ale w takich okolicznościach przyrody to po prostu przyjemność … Spędziliśmy tam 4 dni, z czego jeden przeznaczyliśmy na objazd Gardy dookoła, a trzy to była “laba”, spacery i wypoczynek … i w końcu nadrobiłam trochę zaległości w czytaniu książek … To świetna miejscówka zarówno dla motocyklistów (nawet na jedną nockę – widać to było na parkingu po sąsiedztwie naszych Hond, niektóre motocykle stały tam tylko dwie, albo i jedną noc) jak i dla całych rodzin na spędzenie paru wakacyjnych dni …

Po dwóch dniach spędzonych przy basenie, w środę z wielką chęcią odpaliliśmy maszyny i ruszyliśmy na objazd jeziora – trasa ok 150 km, niby niedługa, ale biorąc pod uwagę podziwianie widoków i postoje na fotki pomyśleliśmy, że pewnie trochę czasu zejdzie… wyjechaliśmy dosyć wcześnie, bo baliśmy się korków po drodze, o których wcześniej naczytałam się w internecie, ale niepotrzebnie. Jednak wczesna pora wyjazdu była wskazana również ze względu na wysokie temperatury, a od rana było trochę pochmurno, więc … pogoda idealna na motocykl … po niedługim czasie znowu oczywiście wyszło słońce i zrobiło się gorąco… Z Limone ruszyliśmy w drogę na północ w kierunku miejscowości Riva del Garda , aby jechać pasem od strony jeziora … i to był bardzo dobry pomysł … jedzie się też oczywiście sporą ilością tuneli całkowicie bądź częściowo zamkniętych, mijane miejscowości były urocze, a widoki zapierały dech w piersiach. Po drodze uświadomiłam sobie, że Limone jest (przynajmniej dla mnie) najpiękniejszą miejscowością nad Gardą. Mijaliśmy mnóstwo motocyklistów… (i nie mam tu na myśli bardzo popularnych wśród miejscowych skuterów). Co prawda skrajnie południowa część trasy nie biegła dokładnie wzdłuż jeziora (bez widoków), ale całość można określić jako zdecydowanie wartą przejechania i obejrzenia, … widoki na pewno na długo zostaną w naszej pamięci …

Po kolejnym dniu odpoczynku wszyscy byliśmy podekscytowani myślą o kolejnych trzech dniach na moto (tak był rozplanowany powrót do domu) i z wielką chęcią spakowaliśmy kufry i w drogę … ale o tym w następnej części …

cdn