Kudowa Zdrój

Wyjazd weekendowy 05-06 czerwca, ciągnęło nas pojeździć po górkach, więc postanowiliśmy pojechać w znane nam już południowe, dolnośląskie kierunki. Celem była Kudowa Zdrój, ale nie chcieliśmy tak po prostu jechać na miejsce, więc ustawiliśmy trasę przez Głogów, Bolesławiec, Jelenią Górę, Wałbrzych i na koniec przez Czechy do Kudowy omijając oczywiście wszelkie “eski” i autostrady. Piękne widoki, kręta droga, słońce… i te zapachy!… czego chcieć więcej? Jadąc takimi drogami przypominam sobie skąd się zrodziła moja pasja do jazdy motocyklem, bo to nie pasja jak u niektórych do motocykli w sensie motoryzacji tylko do samej jazdy na jednośladzie… Dla większości motocyklistów to żadna nowina, że te rejony są super, o czym świadczyła ilość mijanych po drodze użytkowników jednośladów. O Czechy tylko zahaczyliśmy, ale i tak się cieszę, bo każdy kto czyta mojego bloga wie, jak bardzo lubię wyjazdy do naszych południowych sąsiadów, ale niestety “pandemia” ostatnio bardzo utrudnia podróżowanie. Teraz na szczęście już coś się zaczęło zmieniać! i mamy nadzieję niedługo tam wrócić.

Kudowa Zdrój – miasto uzdrowiskowe w Polsce położone w województwie dolnośląskim, w powiecie kłodzkim. Jest to jedno z najstarszych europejskich uzdrowisk. Kurort znany od wieków z leczniczych właściwości wód mineralnych, których źródła biją w samym sercu uzdrowiska – w Parku Zdrojowym. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w Willi ZUZANNA praktycznie w samym centrum miasta. Podstawą było oczywiście bezpieczeństwo motocykli, więc przenocowały w ogródku za bramką zamkniętą na klucz, oczywiście spięte naszym łańcuchem z alarmem.

Moje pierwsze wrażenie po wyjściu na miasto było takie sobie, wciąż miałam w głowie obrazy z Polanicy Zdrój odwiedzonej w zeszłym roku (nie wiem dlaczego nasuwały mi się te porównania) i odnosiłam wrażenie, że w Polanicy podobało mi się bardziej. Jednak po niedzielnym, porannym, długim spacerze zmieniłam zdanie… fajne, ciekawe miejsce z wieloma atrakcjami i ogromem spokojnych miejsc do odpoczynku. W Parku Zdrojowym uderzył mnie zapach!!!… niesamowicie pachniały te wszystkie krzewy, kwiaty. To pewnie zasługa pory roku w jakiej się tu zjawiliśmy, ale ta przepiękna woń pozostanie ze mną na pewno na długi czas. Nawet się śmiałam, że chyba specjalnie coś rozpylają, bo nie chciało mi się wierzyć, że to otaczające rośliny tak przepięknie i mocno pachną… Spokój, cisza, natura… no i zachwyciły mnie palmy w donicach przy fontannie.

Przypominam link do wpisu o wspomnianej wcześniej Polanicy Zdrój:

Będąc w Kudowie musicie koniecznie odwiedzić Palarnię Kawy (https://badicafe.pl/), lokal położony na przeciwko wejścia do Parku Zdrojowego, przepyszna kawa i niesamowite ciasta, a tort bezowy podbił moje serce. Jeżeli natomiast chodzi o obiadek czy kolację bardzo polecamy Restaurację Cafe Domek (https://cafedomek.pl/), dokładnie na przeciwko Willi Zuzanna, gdzie nocowaliśmy. Przepyszne jedzenie bardzo ciekawie podane.

W niedzielę rano jak już wspomniałam, przed wyjazdem udaliśmy się na długi spacer, zamierzaliśmy zwiedzić Kaplicę Czaszek, z którą wiąże się ciekawa historia. Kaplica Czaszek z 1776 roku to jedno z trzech takich obiektów znajdujących się w Europie.
Założycielem kaplicy był proboszcz tutejszej parafii Wacław Tomaszek. Z jego inicjatywy zebrano w rejonie Kudowy, Dusznik i Polanicy Zdroju czaszki i kości zmarłych na cholerę w czasie epidemii panującej w okresie wojny 30-letniej (1618-1648) i zabitych w czasie wojen śląskich, głównie 7-letniej (1756-63). Ściany i sufit wyłożono 3 tysiącami czaszek i piszczeli. W piwnicy pod podłogą znajduje się jeszcze 21 tysięcy czaszek wypełniających ją do wysokości ok. 2 metrów. Niestety kolejka do wejścia była tak duża, że nie czekaliśmy… może następnym razem.

Drogę powrotną rozpoczęliśmy od przejechania tzw Drogą Stu Zakrętów. Nazwano tak 35-kilometrowy odcinek drogi wojewódzkiej nr 387 wiodącej z Kudowy Zdrój przez Karłów do Radkowa, biegnie ona niedaleko Szczelińca Wielkiego – najwyższego wzniesienia Gór Stołowych oraz popularnych Błędnych Skał. Trasa nie powiem ciekawa, z fajnymi widokami i faktycznie wieloma zakrętami, ale szczerze mówiąc nie różni się niczym specjalnym od podobnych tylko nienazwanych tras w okolicy i po czeskiej stronie. Nie mniej warto przejechać.

Żeby nie stracić górskiego klimatu pojechaliśmy przez Nową Rudę i Srebrną Górę do Ząbkowic Śląskich, a potem… bez większych atrakcji po prostu jazda do domku. Chociaż jak sobie przypomnę korki na trasie (wrr..), bo przecież ludzie wracali z tzw długiego weekendu. Całe szczęście, że jednoślady mają większe możliwości 😁😉

Nawinęliśmy kolejne 700 km i spędziliśmy super weekend, bo na motocyklach nie mogło być inaczej.

Lwg