11.07.2021

W trakcie szukania ciekawych miejsc w niedalekiej okolicy (nadającej się na jednodniowy wyjazd) natknęłam się na opuszczone miasteczko westernowe, miejscowość Kosin, województwo lubuskie, pomiędzy Drezdenkiem a Krzyżem Wlkp. Postanowiliśmy pojechać, zobaczyć… lubię te strony Wielkopolski, dużo zieleni, lasów, jezior i całkiem przyjemne trasy…

Miasteczko, jeżeli można w ogóle jeszcze to miejsce tak nazwać, jest zarośnięte i zrujnowane. Porównując zdjęcia znalezione w internecie i to co zastaliśmy na miejscu to przepaść… w sumie nie ma tam za bardzo co oglądać, a zniszczenia postępują w szybkim tempie, jeśli ktoś chce z ciekawości odwiedzić to miejsce to radzę się pospieszyć, bo pewnie niedługo nie będzie czego oglądać… aż się nie chce wierzyć, że kiedyś tam tętniło życie.

Ośrodek powstał w sierpniu 2002 r, podstawową ofertą była turystyka jeździecka, ale obok mieściło się miasteczko westernowe, w którym można było poczuć się jak na dzikim zachodzie. Można tu było m.in. odwiedzić mini zoo, przejechać się koniem, kucykiem czy bryczką. Od czasu, do czasu występowały tu także znane gwiazdy muzyki country. W skład miasteczka wchodziły budynki użytkowe jakby żywcem przeniesione z westernu.. turysta miał okazję zajrzeć m.in. do banku, biura szeryfa czy też słynnego saloonu.

Z pozoru dobrze prosperująca inwestycja zbankrutowała w 2014 roku. Dziś westernowe miasteczko w niczym nie przypomina święcącego sukcesy przedsięwzięcia, a jedynie opustoszałą ruinę. Walące się budynki, powybijane okna, porozrzucane wszędzie dokumenty, zniszczone i rozkradzione resztki wyposażenia – to obraz, jaki zastaniemy zaglądając tam.

Majątek należał do warszawskiego biznesmena, który z jednej strony tchnął życie w ośrodek, tworząc dziesiątki miejsc pracy, a z drugiej zadłużył miejsce, zostawiając swoich pracowników na lodzie. Pozostały wspomnienia, milionowe długi, a także zobowiązania względem byłych pracowników. Nie bez powodu też temat zainteresował Panią redaktor Elżbietę Jaworowicz, która zdecydowała się go niegdyś poruszyć w znanej wszystkim “Sprawie dla reportera”: